Łaaaaaaał, co nie? To jednak jest dobry serial!
Ostatnio, z racji sesji, postanowiłam pyknąć trzeci sezon "Sabriny" i no mam wiele myśli, nie da się ukryć 😛
Po pierwsze, zaczynając od początku, uważam, że do "Sabriny" trzeba podchodzić z dużym dystansem i pewnością siebie, jest to serial, który na pewno gdzieś tam męci wewnętrzne uczucia i potrafi wzbudzić lekkie poczucie obrzydzenia czy niebezpieczeństwa, ale jak ktoś to lubi, to zatopi się w ten serial od razu! Tak jak ja 😉
Niewiele potrafię już powiedzieć o pierwszych dwóch sezonach, poza tym, że uważam, że akcja była ciekawa, rozwijała się w dobrym tempie, zmiany w bohaterach, ich mentalności i myśleniu były uzasadnione, dobre i myślę, że pokazane naprawdę w fajny sposób.
Sabrina sama w sobie, na przeciągu wszyskich sezonów, jest budowana w ciekawy sposób. Widać w niej wielką walkę między byciem Spellmanówną, a Morningstar. Ciekawe znalazła wyjście, jestem ciekawa jak się rozwinie dalej 😏
Trzeci sezon wymagał ode mnie dużo cierpliwości. Byłam mega zdziwiona, że akcja wyciągania Nicka z piekła była zamknięta właściwie w jednym odcinku i to na początku... Przez to chyba, że nastawiłam się na coś zupełnie innego, ciężko mi było przebrnąć przez początkowe odcinki, jakoś miałam wrażenie, że odstają od poprzednich sezonów.
Jedak och, och, jak się cieszę, że wytrwałam! Finał sezonu nadrobił za wszelkie niedociągnięcia, które mi przeszkadzały na początku. Przez cały finał miałam wrażenie, że kolejnego sezonu nie będzie, bo nie ma jak. Nagle się okazało, że niespodzianka! jeszcze wiele przede mną do odkrycia w nowym sezonie.
Czy polecam? Jasne! Ten serial przynosi mi wiele radości, bardzo się cieszę, gdy wyszedł sezon trzeci i już czekam na czwarty!
Warto do niego skoczyć dać mu szansę, nie pożałujesz 😉
Ps. Piosenka promującą trzeci sezon to MOOD ❤️
Komentarze
Prześlij komentarz